Angelus

Twórczość / Tvorba

Angelus (2006)
Renata Putzlacher

Wiersze z lat 2003 - 2006,
Również w czeskich przekładach (autor: Radovan Lipus)


Wiersze / Básně
wersja PDF / verze PDF

V doslovu čteme:

“Ne, nic není u Renaty jednoduše celistvé, ve všem je vždy nějaká dvojdomost, dvojlomnost, vždy minimálně jedna pomlčka: vždyť nejčastěji jsem o ní četl jako o česko-polské, případně polsko-české autorce a i ty fotografie, kterými autorka doplnila svoji novou sbírku, charakterizovala jako slezsko-karpatské. Nakonec se jí ta pomlčka - jak symbolické! - dostala i do jména, neboť úplně se autorka jmenuje Renata Putzlacher-Buchtová. A pomlčku nebo pomlku lze vždy cítit taky v té její zvláštní jemné poezii plné ambivalencí, střetů, vzájemných prostupností a dvojsečností; přes zvláštní pomlku v jejích verších přecházejí jako přes lávku sny do skutečností, touha se dostává k únavě a pokora k zoufání. Právě v těch pomlkách jako by se hromadilo to důležité, z každé strany cosi, jako by přes okraje pomlk přepadávalo něco nezachytitelného a důležitého, co tady může zůstat pouze nepřímo, tedy ukryto v druhém.“

Recenzje / Recenze

Petr Hruška - Myślniki /PL

Myślniki Petr Hruška

„Przyjedzie Putzlacherka,“ usłyszałem te słowa kiedyś na początku lat dziewięćdziesiątych w ramach przygotowań wieczoru autorskiego, kolejnego spędu literackiego, jakich w warunkach odzyskanej wolności organizowano wówczas wiele i z wielkim zapałem. Słowa te były wypowiedziane z sympatycznym akcentem i szczególną radością, nawet już nie wiem, przez kogo, ale później słyszałem je jeszcze niejednokrotnie i przy różnych okazjach. Wtedy już znałem Renatę osobiście i komunikat „Przyjedzie Putzlacherka“ zacząłem również odbierać jako dobrą nowinę.

Nigdy nie byłem pewien, skąd ta Putzlacherka właściwie przyjedzie. Czy z Brna, gdzie mieszka, czy z Czeskiego Cieszyna, gdzie również jest u siebie. Czy właśnie opuściła gmach teatru, bo przez całe lata dziewięćdziesiąte była kierownikiem literackim Sceny Polskiej teatru Těšínské divadlo w Czeskim Cieszynie (z którym nadal współpracuje), czy „urwała się” z kolejnej uczelni, gdyż jako polonistka podjęła studia doktoranckie na Uniwersytecie Masaryka w Brnie. Nigdy nie wiedziałem, czy pracuje obecnie nad sztuką teatralną, zbiorkiem poezji, przekładem, tekstem piosenki czy też organizuje kolejny spęd literacki. Czy odezwie się po polsku albo po czesku, czy będzie piła wino morawskie albo śląską „miodulę” (spirytus, miód plus cukier, całość zagotować i odstawić).

Powoli zacząłem sobie uświadamiać, że jej urok tkwi właśnie w paralelach. Renata wydaje się funkcjonować zawsze w kilku rzeczywistościach jednocześnie, a wszystko ma kilka biegunów lub brzegów, nawet ten jej Český Těšín staje się do razu za rzeką Cieszynem polskim. W Cieszynie wprowadził ją w świat czesko-polskich żywiołów kulturalnych pieśniarz Jaromír Nohavica; z nim założyła tu w 1996 roku poetycką Kawiarnię AVION, której nie ma i zorganizowała w niej dziesiątki wieczorów poetycko-muzycznych i kabaretowych. Równolegle tłumaczyła na język polski nie tylko teksty piosenek Jarka, ale później również piosenki Karla Kryla, Tomáša Kočki, melancholijnych morawskich metalistów (SSOGE) i innych. Pisała też własne teksty piosenek do muzyki Zbigniewa Siwka, które pojawiły się na płytach Lamus i Divertimento. Równocześnie tłumaczyła dla teatru Těšínské divadlo (m. in. polska prapremiera słynnej Ballady dla bandyty i czeska prapremiera adaptacji scenicznej Prawieku i innych czasów Olgi Tokarczuk), pisała dramatyzacje prozy (Wiesław Adam Berger), a także sztuki teatralne, jako autorka (Lietajúca Frída, Ja, Margot) lub współautorka. W tandemie twórczym z Tomášem Kočko powstał Ondraszek – pan Łysej Góry, z Jaromírem Nohavicą Cieszyńskie nebe, które wystawiono już blisko sto razy… Współautorem i reżyserem tego odnoszącego wielkie sukcesy spektaklu jest Radovan Lipus – w jego osobie Renata znalazła również pełnego empatii tłumacza wierszy ze zbioru Angelus. Choć bowiem sama intensywnie tłumaczy czeską (czasem też polską) poezję, wiersze pisze tylko w języku polskim. Wiersze z jej zbioru Pomiędzy pojawiły się w czeskich przekładach w tomie Mezi řádky (brneńskie wydawnictwo „Host”), a jej chyba najbardziej znany zbiorek poetycki Małgorzata poszukuje Mistrza – Markétka hledá Mistra wydano jako dwujęzyczny, w wersji lustrzanej…

Nie, w przypadku Renaty nic nie jest zwyczajnie jednolite, we wszystkim da się zauważyć jakąś podwójność, bliźniaczość, zawsze pojawia się minimalnie jeden myślnik – przecież najczęściej czytałem o niej jako o polsko-czeskiej, ewentualnie czesko-polskiej autorce. Również zdjęcia, którymi poetka postanowiła dopełnić swój nowy zbiorek, sama charakteryzuje jako śląsko-karpackie. W końcu ten myślnik – jakie to symboliczne! – pojawił się również w jej nazwisku, bowiem autorka nazywa się Renata Putzlacher-Buchtová (że nie wspomnę jej dalszego „imienia“ Amelia, pod którym zaistniała przede wszystkim w świecie wirtualnym). A myślnik czy też pauzę można zawsze wyczuć w jej niezwykłej, delikatnej poezji, pełnej ambiwalencji, zderzeń, wzajemnego przenikania i dwusieczności; poprzez tę osobliwą pauzę w jej wierszach przechodzą jak przez kładkę jawa i sny, tęsknota zbliża się do zmęczenia, a pokora do rozpaczy. Jakby właśnie w tych pauzach, po jednej i po drugiej stronie, zbierało się to, co jest ważne, jakby przez brzegi tych pauz i zawieszeń przelewało się coś nieuchwytnego i ważkiego, tego, co może zaistnieć tylko pośrednio, ukryte w tym drugim, innym.

Myślę, że dobrze się dzieje, kiedy są takie pauzy w ludziach i w wierszach. To pewnie dobrze, że znów skądś „przyjedzie Putzlacherka”.

Petr Hruška

Petr Hruška - Pomlčky /CZ

Pomlčky Petr Hruška

„Přijede Putzlacherka,“ slyšel jsem jednou na začátku devadesátých let při přípravě nějakého literárního večera, takové té autorské literární skrumáže, jež se tehdy ve svobodných podmínkách docela hojně a bouřlivě všude podnikaly. Bylo to proneseno s  příjemným důrazem a zvláštní radostí, už nevím kým, ale slyšel jsem to pak při různých příležitostech ještě víckrát. To už jsem autorku znal a věta Přijede Putzlacherka se i pro mne začala stávat dobrou zprávou.

Nikdy jsem pořádně nevěděl, odkud ta Putzlacherka vlastně přijede. Jestli z Brna, kde žije, nebo z Českého Těšína, kde žije také. Jestli si zrovna odskočila od práce v divadle, neboť celá devadesátá léta byla dramaturgyní polské scény Těšínského divadla v Českém Těšíně a stále s tímto divadlem příležitostně spolupracuje, nebo jestli se zrovna momentálně „utrhla“ od doktorandského studia polonistiky na Masarykově universitě v Brně. Nikdy jsem nevěděl, jestli má zrovna rozdělanou divadelní hru, sbírku básní, překlad, text písně nebo organizaci nějaké skrumáže. Jestli spustí polsky nebo česky, jestli bude pít moravské víno nebo szlonzskou miodulu (líh, med, cukr, všechno přivést k varu a pak nechat odstát).

Postupně jsem si začal uvědomovat, že její kouzlo tkví právě v souběžnostech. U Renaty zdá se platí vždy několik skutečností zároveň, všechno má několik pólů či břehů, i ten její Český Těšín se stává hned za řekou Těšínem Polským. V Těšíně ji před léty k česko-polským kulturním živlům přivedl Jaromír Nohavica, s nímž tady založila v roce 1996 poetickou Kavárnu Avion, která není a uspořádala v ní desítky text-apealových a kabaretních večerů. Přitom překládala do polštiny právě písňové texty Jarynovy, později také texty Karla Kryla, Tomáše Kočka, zádumčivých moravských metalistů (SSOGE) a dalších. Zároveň psala vlastní polské texty k hudbě Zbigniewa Siwka, které vyšly na cédéčkách Lamus a Divertimento. Souběžně překládala pro Těšínské divadlo (do polštiny Baladu pro banditu, do češtiny scénickou verzi Pravěku a jiných časů od Olgy Tokarczukové), připravovala dramatizace próz (Wiesław Adam Berger), ale divadelní hry též psala, buď sama (Lietajúca Frída, Já, Margot) nebo jako spoluautorka: s Tomášem Kočkem vytvořila hru Ondraszek – pan Łysej Góry, s Jaromírem Nohavicou Těšínské niebo, které se právě blíží ke své sté repríze… Spoluautorství a režie tohoto veleúspěšného představení patří „městskému chodci“ Radovanu Lipusovi, ve kterém našla Renata také empatického překladatele veršů ze sbírky Angelus do češtiny. Neboť přestože sama intenzívně překládá poezii z češtiny do polštiny i naopak, své básně píše pouze polsky. Básně z její sbírky Pomiędzy ovšem již vydalo v českém překladu brněnské nakladatelství Host v knížce Mezi řádky a její patrně nejznámější básnická sbírka Małgorzata poszukuje Mistra – Markétka hledá Mistra přímo vyšla jako dvojjazyčná…

Ne, nic není u Renaty jednoduše celistvé, ve všem je vždy nějaká dvojdomost, dvojlomnost, vždy minimálně jedna pomlčka: vždyť nejčastěji jsem o ní četl jako o česko-polské, případně polsko-české autorce a i ty fotografie, kterými autorka doplnila svoji novou sbírku, charakterizovala jako slezsko-karpatské. Nakonec se jí ta pomlčka  - jak symbolické! - dostala i do jména, neboť úplně se autorka jmenuje Renata Putzlacher-Buchtová. A pomlčku nebo pomlku lze vždy cítit taky v té její zvláštní jemné poezii plné ambivalencí, střetů, vzájemných prostupností a dvojsečností; přes zvláštní pomlku v jejích verších přecházejí jako přes lávku sny do skutečností, touha se dostává k únavě a pokora k zoufání. Právě v těch pomlkách jako by se hromadilo to důležité, z každé strany cosi, jako by přes okraje pomlk přepadávalo něco nezachytitelného a důležitého, co tady může zůstat pouze nepřímo, tedy ukryto v druhém.

Myslím, že je to dobře, když jsou pomlky v lidech i v básních. Myslím, že je dobře, když zase odkudsi přijede Putzlacherka.

Petr Hruška

Bogdan Nowicki - Nomadyczne ziarno

Nomadyczne ziarno Bogdan Nowicki

Mądrość, prostota, pogląd na świat wolny od naleciałości oraz zafałszowań współczesnej kultury, która zagubiła się w medialnym chaosie, wybierając kierunek pod nazwą „nihilizm”, bezpośredni związek z ziemią i z niebem, z przeszłością i z teraźniejszością, z obecnością człowieka i z jego nieobecnością, z „wiarą w anioły”, która „trwa niezachwiana/ wbrew wtajemniczeniom”, cechuje najnowszy zbiór wierszy Renaty Putzlacher pt. „Angelus”.

Jest w nim coś z archaicznych obrzędów, które w życiu praktycznym pozwalały odnaleźć eschatologiczne pauzy- poetka dokonuje swoistego misterium trwania w obliczu przesuwających się krajobrazów, w przemijalności pragnie odnaleźć istotę istnienia. Przestrzeń staje się obszarem spotkania ziemskiej tymczasowości z ponadzmysłowym doświadczeniem „innego wymiaru” rzeczy, zjawisk, uczuć. Za Janem Szkotem Eriugeną moglibyśmy w tych intermezzach szczególnego, poetyckiego nastrojenia powtórzyć: „Nie ma niczego pośród rzeczy widzialnych i cielesnych, co by nie oznaczało czegoś niecielesnego i niewidzialnego”.

Podczas kontemplacji pejzażu, wrażliwość na rytm, zapach, barwę i dźwięki wzrasta- doczesność nabiera cech wyjątkowości, gdzie homo peregrinus przeobraża się w homo angelus, otwierając rzeczy, rośliny, pola, góry, całą ich teraźniejszość w przestrzeń sakralną. Ten proces jest o tyle autentyczny, a nawet nieunikniony, że nie dokonuje się w aurze sztucznego patosu, krótkotrwałej euforii czy pustej emfazy, lecz po cichu, bezwiednie, w skromnym tchnieniu zadumań. Ma on wymiar bardzo osobisty, jest możliwością wyjścia z egzystencjalno- poznawczego impasu, który nieraz sprawia, że życie traci sens i cel.

W doświadczeniu bycia jako nieustannej drogi, odwołuje się poetka do znamienitych protoplastów, w pięknym, a zarazem przejmującym wierszu pt. ”Za chlebem”- przywołuje w nim postać dziadka Rudolfa P., który „opuszcza Kresy boso/ z butami i z duszą na ramieniu/ by ruszyć za chlebem w kierunku Cieszyna”, następnie nauczyciela rysunków w Drohobyczu Brunona Schulza, który „nie śmie marzyć o dalekich podróżach/ Za parę lat zginie na ulicy getta/ w drodze po chleb”, wreszcie malarza-naturszczyka Nikifora Krynickiego, który „codziennie maluje/wraz ze stacjami i bochnami Beskidów w tle”- wszyscy oni, dziadek, pisarz, malarz, zanurzeni w pejzażu własnej wyobraźni, a jednocześnie w okrutnym, niepojętym świecie sprawiają, że znika pozór i przypadkowość ich losu, ich życie wciąż trwa, wciąż pozostaje niezakończoną wędrówką w przeżyciach odbiorców ich sztuki- wtedy podróż staje się interpersonalną magią.

Temu wymiarowi, refleksyjnemu, kontemplacyjnemu, towarzyszy wymiar na wskroś aktywny, rozbijający ludzką rzeczywistość, poszukujący racji i nieustalonych dotąd w nas dążeń do przekroczenia własnego ja, a który można określić jako nomadyczny. Egzystencja nie jest już przywiązana do jednego miejsca, zmienia otoczenie i ciągle jest gotowa na przemiany, bowiem nic w świecie nie jest pewne i ustalone na zawsze. Cel wędrówki znika, ponieważ powołaniem dzisiejszego człowieka- nomady jest być zawsze w drodze. W wierszu pt. „Czytając Deleuze’a ( guru postnowoczesnego nomadyzmu), poetka zadaje charakterystyczne dla naszej epoki pytanie:

Czy więc być drzewem stojącym
zakorzenionym i trwałym
czy kłębem wędrującym
niepewnym i niestałym

Być albo wędrować
by żyć?

Ukrytym sensem tego pytania jest kwestia wyboru zamkniętego lub otwartego stosunku podmiotu do świata.

Na ów dylemat poetka odpowiedziała przykładem własnego życia- mieszka ona bowiem w Brnie, chociaż najczęściej przyjeżdża i przebywa w Czeskim Cieszynie, gdzie związana jest ze Sceną Polską teatru w tym mieście. Tutaj dokonała między innymi tłumaczenia i adaptacji scenicznej „Prawieku i innych czasów” Olgi Tokarczuk, tutaj współpracuje z wybitnym pieśniarzem Jaromirem Nohavicą, łącząc czesko-polskie żywioły kulturalne. Co znamienne wiersze pisze tylko w języku polskim, w którym najskuteczniej uczy się „jak oddzielać ziarno od plew”. Wciąż jest w drodze…

Bogdan Nowicki