|
OSTATNI / POSLEDNÍ
Minęło lato nam,
a jesień goni zimę.
Kostium Hamleta mam,
a w mózgu Hiroszimę.
Strach mój ogarnął świat
z beznadziejnością w parze.
W zaplutym pije barze
ze złodziejami kat.
Rozetrą, zmielą w proch
wahania me - me czyny.
Przecież ten, kto jest mną,
właściwie jest kimś innym:
to narkotyczny sen -
złudny mój obraz drżący.
Jestem nic nie znaczącym
wyrzutkiem przykrym, wiem.
Ten drugi, on i tak
przejmuje laury moje.
Mym ja - jest wiary brak...
Jak kacerz z niepokojem
omijam miłość, dym
ogniska, ja, niegodny,
czasami wznoszę modły
w zachłannym czyśćcu tym.
Czekając więc na znak,
co mamy do zadania?
Przeczytać bacznie, tak
i rzucić bez szemrania
wyrok milczenia w twarz.
Wznieść toast, gdy się uda,
wciąż święcie wierząc w cuda...
Pokorny sługa wasz!
|