Próba identyfikacji

Twórczość / Tvorba

Próba identyfikacji (1990)
Renata Putzlacher


Wiersze online

Debiut, wiersze na temat sensu ludzkiej egzystencji, poszukiwań najbardziej cenionych wartości ludzkiego życia, prób nazwania rzeczywistości i powolnego odkrywania poszczególnych cech wrażliwej osobowości - kobiety nieprzystosowanej, buntującej się przeciwko głupocie i konwencjom.

Wiersze w posagu Irena T. Sławińska

W osobie uzdolnionej Renaty Putzlacher dochodzi do głosu na Zaolziu czwarta już chyba generacja polskich poetów – pokolenie urodzone w latach sześćdziesiątych. Trzeba powiedzieć, że polski debiut na Zaolziu jest bardzo trudny. „Głos Ludu”, jak wszystkie dzienniki, nie drukuje wierszy. „Zwrot” jest miesięcznikiem, który oczywiście wiersze drukuje, ale ile ich może zmieścić w ciągu roku? W ostrawskim Wydawnictwie „Profil” ukazują się rocznie dwie zaledwie pozycje polskie, nawet więc almanach poetycki ma w nim swoją kolejkę, a cóż dopiero mówić o autorskich tomikach!

Z pism literackich w Polsce najbardziej konsekwentne w udzielaniu pomocy edytorskiej jest „Życie Literackie”, które od czasu do czasu drukuje kolumny zaolziańskie. W ostatnich latach nawiązano też współpracę z Kielcami i Toruniem. To Toruń właśnie pomógł wydać 26 twórcom zza Olzy almanach pt. „Zaproszenie do źródła”.

Na trudności z drukowaniem nie narzeka tylko Renata Putzlacher. Od niej w ogóle nie usłyszy się słowa frustracji, którą tak chętnie szafuje współczesna młodzież. To wyjątkowa zupełnie dziewczyna i w tej wyjątkowości zupełnie niewspółczesna. Idzie do przodu i wszystko jej się właściwie udaje.

W kronice czeskocieszyńskiego gimnazjum wyczytałam, że była najlepszą rusycystką i zdobywała nagrody w konkursach (brała nawet udział w eliminacjach praskich konkursu recytacji). Wybrała jednak studia polonistyczne, które wkrótce ukończy. Studiuje w Krakowie, który jest dla niej cudownym miejscem na świecie. Gdy oswoiła się z obowiązkami uniwersyteckimi, zainteresował ją teatr. Chodzi na wszystkie premiery, przede wszystkim do Starego Teatru, ale to jej nie wystarcza. Załatwiła sobie wejściówki na próby i dwa razy w tygodniu stara się wygospodarować dla nich czas. Jest bardzo zajęta, bo studia musi ukończyć w terminie ze względu na stypendium. Ale indeks nie jest dla niej pępkiem świata. Ma oczy otwarte na wszystko, chłonie, aby jak najwięcej wynieść z Krakowa. Poznaje wielu ciekawych ludzi, których by w innych warunkach nigdy poznać nie mogła, odwiedza wystawy plastyczne, zawiera przyjaźnie z rówieśnikami.

Od 1985 roku publikuje swoje utwory, pisać zaczęła jednakże wcześniej, jeszcze w szkole. Są to wiersze młodej osoby, która szuka swej identyfikacji jako człowiek i jako Polka, ale która myśli już dojrzale i bez naiwności. Jak cała młodzież, i ona stała się bardziej uniwersalistyczna, z jej wierszy zniknęła szerokość geograficzna i region. Świat, który buduje ze słów, akceptują czytelnicy, czego sprawdzianem był jej wieczór autorski, zorganizowany w rodzinnym mieście przez teatr. W Polsce wygrała wiele konkursów, we Wrocławiu był to konkurs dla studentów polonistyki (I miejsce), w Chełmku konkurs wiersza satyrycznego (II miejsce) i w Lubinie konkurs wiersza miłosnego (II miejsce). Przygotowuje swój własny tomik, który będzie się składał z 70 wierszy.

Idzie jej. Także w życiu osobistym. Kiedy z nią rozmawiałam, przygotowywała się do własnego ślubu i wesela. Teraz nazywa się Buchtowa. Między zamawianiem tortów i przymiarką u krawcowej przepisywała na maszynie swoje wiersze, które musiały być w terminie wysłane. To jej posag. O mieszkanie zadbał mąż, który jest już po studiach. Po weselu pani Renata wrócić musiała do Krakowa, by zdać ostatnie egzaminy, ale posadę ma już zapewnioną. Jeszcze przed dyplomem „poderwała” ją Scena Polska, zapewniając sobie w ten sposób nowego, solidnego kierownika literackiego. Przemiła pani Wanda Cejnarowa, która tę funkcję sprawowała przez wiele lat, przechodzi na emeryturę, ale wcześniej pomyślała o godnym siebie następstwie. Także Instytut Pedagogiczny kokietował panią Renatę. Jest zdolna, solidna i ma ułożone w głowie, jakby się w innej epoce urodziła. To ludzie cenią. Jest indywidualnością, która najmłodszej poezji Zaolzia zapewnia wyraźne miejsce w sztafecie pokoleń. Życzyć więc trzeba, by jej się dalej wiodło.

(„TR”, Katowice, 6 października 1989)